You are currently browsing agai3’s articles.

Po powrocie z Izraela (tym razem chyba już ostatnim i ostatecznym, choć niezbadane są wyroki Boskie i kaprysy naszego partnera biznesowego) przyszedł czas remanentu zdjęć i wspomnień. Coraz trudniej o pełnowymiarowe opowieści o weekendowych podróżach, ale jeszcze chciałabym dorzucić tu opis zwiedzania Jerozolimy z Górą Oliwną w roli głównej. Zdecydowaliśmy się na tę wycieczkę, kiedy obdarowani niespodziewanie kolejnym weekendem w Ziemi Świętej szukaliśmy ciekawego celu naszej kolejnej podróży i okazało się, że podróż na południe jest niemożliwa ze względu na okresowe rzeki, które pojawiają się na pustyni i zalewają drogi, a nawet zagrażają życiu nieostrożnych turystów. Czytaj resztę wpisu »

Reklamy

W trakcie pierwszych dwóch wizyt w Jerozolimie nie udało mi się odwiedzić kościoła Pater Noster na Górze Oliwnej, dlatego bardzo ucieszyłam się, że wybraliśmy się tam po raz trzeci. Jest to miejsce upamiętniające przekazanie uczniom modlitwy Ojcze Nasz przez Pana Jezusa, chociaż oczywiście dowodów archeologicznych na to być nie może. Jest za to ciekawa jaskinia w rodzaju takich, w jakich chroniono się zapewne przed panującymi tam upałami, więc nietrudno sobie wyobrazić, że ta zapisana w Piśmie Świętym rozmowa mogła mieć tam miejsce.

Wokoło jaskini wybudowano klasztorno-kościelny kompleks, który nie wyróżniałby się niczym, gdyby nie dość genialny w swej prostocie pomysł umieszczenia na ścianach budynków i otaczającego ten teren muru tablic z tekstem modlitwy Ojcze Nasz w różnych językach świata. Czytaj resztę wpisu »

W pewną grudniową sobotę… tzn. w piątek, naszym zwyczajem wsiedliśmy do wynajętego samochodu i wyruszyliśmy na zwiedzanie Izraela. Zachwyceni tym, że przez kilka dni chodziliśmy do pracy bez kurtek, nie zwróciliśmy początkowo uwagi, że zaczęła się zima.

Pierwszym celem naszej wycieczki były ruiny fortecy krzyżowców w Belvoir w południowej Galilei. Ciekawe jest to, że żadną miarą nie jest to oficjalna nazwa tego miejsca używana w Izraelu. Jedyna tabliczka z tą nazwą była dopiero na zjeździe z głównej drogi i przez dwie godziny jechaliśmy w kierunku parku narodowego Kohav Hayarden z mocną wiarą, że nic się nikomu nie pomyliło i to na pewno to.

Pierwszym objawem tego, że od września i października zmieniła się pora roku było to, że wzgórze, do którego dojechaliśmy było… zielone. Dopiero w tym momencie zrozumieliśmy, dlaczego wszyscy na informację, gdzie się wybieramy w weekend reagowali entuzjastycznymi zachętami, że „teraz jest tam naprawdę pięknie”. Dla naszego środkowoeuropejskiego oka wszystko wyglądało po prostu normalnie, ale w końcu zrozumieliśmy niezwykłość tego, że od paru godzin dominującym kolorem za oknem jest zieleń, a nie beżowy brąz. Podczas dość długiej drogi pod górę mieliśmy coraz silniejsze wrażenie zakrzywienia czasoprzestrzeni, bo okolica bardziej przypominała Irlandię niż Izrael. Trawa poprzetykana była malowniczymi kamieniami i skałkami, pomiędzy którymi pasły się owce i kozy.

Na szczycie góry czekał nas kolejny europejski widok, czyli forteca z XII wieku. Czytaj resztę wpisu »

Zwiedzający południową Galileę z listą izraelskich parków narodowych w ręku na swoim szlaku napotka na pewno Beit She’an. Drogowskazy zaprowadzą go na niepozorny parking przed jeszcze bardziej niepozornym budyneczkiem zawierającym kasy i okolicznościowy sklepik. Czytaj resztę wpisu »

Któregoś dnia siedzimy sobie na słoneczku jedząc lunch i rozmawiamy po polsku o pogodzie. Nagle zaczynają się do nas, jak nigdy, dosiadać ludzie z naszej firmy. Fajnie. Wymieniamy kilka grzecznościowych uwag po angielsku, a jakże – o pogodzie. Nie wiem, jak innym, ale mi trudno jest się otrząsnąć z wrażenia, które robi na mnie w styczniu temperatura 23 stopni, pełne słońce i niebieskie niebo, szczególnie po przeczytaniu porannych wiadomości o zamrożonej trakcji kolejowej w Polsce.

Po chwili sytuacja wraca do normy – oni rozmawiają po hebrajsku uparcie używając słów, których nie znam, co jest o tyle dziwne, że znam ich już chyba ze 20. Trudno. Wracamy do swojej rozmowy, kiedy nagle znowu zaczynam rozumieć, co mówią sąsiedzi. Tym razem po rosyjsku. OK. Dołączamy się do rozmowy po rosyjsku, tym razem dla odmiany o temperaturze wody w morzu i że w Bałtyku woda jest zimniejsza nawet latem – koleżanka wychowywała się w Petersburgu. Nasz śmiech zwraca uwagę osób hebrajsko-a-nie-rosyjskojęzycznych. Domagają się tłumaczenia i wyrażają zdziwienie, że mówimy po rosyjsku. Przechodzimy na angielski i zaliczamy obowiązkową część programu pod hasłem „kiedyś wszyscy w Polsce uczyli się rosyjskiego w szkole” i „nie, Polska nie jest częścią Rosji”. No dobra, nikt tak naprawdę nie myślał…

Następna przerwa w używaniu wspólnego języka jest dłuższa, zdążamy rozwinąć jakiś temat po polsku, jak nagle rosyjskojęzyczni znajomi zaczynają narzekać, że nic nie rozumieją. Niby język podobny, wydaje się, że mówimy po „ichniemu”, a nie rozumieją ani słowa. Mi też 100 godzin konwersacji rosyjskich temu wydawało się, że nauczenie się rosyjskiego będzie proste. Teraz już nie mam złudzeń. Ale przynajmniej co któreś zdanie rozumiem. Albo to oni są na tyle mili, że rzadziej używają słów, których nie znam.

W atmosferze wzajemnego zrozumienia kończymy posiłek i wracamy do pracy w naszej Wieży Babel.

Kiedy po raz pierwszy planowaliśmy trasę wycieczki do Galilei, przeglądając przewodnik zwróciłam uwagę na opis pozostałości starożytnego miasta Seforis. Oczywiście moje oko przyciągnęło zdjęcie przepięknej mozaiki oraz obietnica kolejnych atrakcji zawierająca się we wskazówce, że na zwiedzanie tego parku narodowego warto przeznaczyć nawet cztery godziny. Nie bez znaczenia pozostawał też fakt, że zgodnie z tradycją stamtąd właśnie mieli pochodzić rodzice Maryi – Anna i Joachim, a ja do św. Anny mam szczególny sentyment.

Niestety z wielu względów nie udało nam się zajechać tam w trakcie naszego pierwszego pobytu w Galilei. Na szczęście była okazja, by planować kolejne wycieczki w tamtym kierunku i do tego czasu albo udało mi się przekonać moich współpodróżników, że dla kolorowych kamyczków ułożonych w misterne wzory warto jechać kilka godzin do miejsca, o którym nigdy wcześniej się nie słyszało albo skutecznie zamęczyć przypominaniem, że jeszcze tam nie byliśmy i Seforis znalazło się dość wysoko na liście naszych priorytetów. Odkryliśmy też, że na świecie funkcjonuje ono pod niezliczoną liczbą nazw i transliteracji – Zippori, Tsipori, Sephoris – co nie ułatwiało szukania ciekawostek na jego temat. Czytaj resztę wpisu »

Kolejnym miejscem na naszej liście atrakcji turystycznych, które chcieliśmy zobaczyć, był kompleks morskich jaskini Rosh HaNikra leżący na północy Izraela, na samej granicy z Libanem. Skorzystaliśmy z niespodziewanie wolnej niedzieli i wyruszyliśmy w podróż przez zatłoczone przez codzienny ruch samochodowy nadmorskie miasta. Na szczęście nie było to pierwsze doświadczenie naszych kierowców z tutejszymi korkami, więc całkiem sprawnie dotarliśmy do parkingu na końcu Izraela.

Starałam się nie patrzeć w stronę instalacji wojskowych na szczycie granicznego wzgórza i skoncentrować się na pięknych widokach na wybrzeże Morza Śródziemnego.

morze_small

Czytaj resztę wpisu »

Przeglądając przewodnik i Internet w poszukiwaniu ciekawych miejsc do zwiedzenia, natknęliśmy się na opis starożytnego miasta Tel Be’er Sheva znajdującego się nieopodal współczesnego miasta Be’er Sheva założonego w celu kolonizacji pustyni Negew oraz jego przedmieścia Tel Sheva, stworzonego by przekonać Beduinów do prowadzenia bardziej osiadłego trybu życia. Ponieważ wszystkie trasy nad Morze Martwe nie prowadzące przez Autonomię Palestyńską prowadzą tamtędy, to przy okazji drugiej naszej wycieczki w tym kierunku, postanowiliśmy je zwiedzić. Na moją wyobraźnię działała najbardziej informacja o dowodach na osadnictwo w tym miejscu cztery tysiące lat przed naszą erą, a także w czasach Abrahama, który mieszkał tam wg przekazów biblijnych. Ponieważ jednak osada ta była rozwijana aż do czasów rzymskich, a także potem przez Arabów w 8 wieku naszej ery, a w międzyczasie była prawdopodobnie niszczona przez trzęsienia ziemi, to pozostałości archeologiczne z tych najwcześniejszych okresów są dość skromne. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to niezwykłe miejsce, w którym można poczuć powiew historii.

Miasto

Z daleka Tel Be’er Sheva wygląda jak kupa kamieni, jednak przy bliższym spojrzeniu można zauważyć pozostałości wielu budynków – obszernych magazynów, małych domków o nieregularnym kształcie przyklejonych do kazamatowego muru miasta (tylne pomieszczenia domu znajdowały się wewnątrz ściany muru), a także pałacu gubernatora, dość skromnego jak na nasze standardy, ale za to z doskonale prostokątnymi pomieszczeniami wykładanymi posadzką oraz wejściowym korytarzem.

kamienie_small

plan_small

Rogi ołtarza

Przy wejściu na teren parku narodowego stoi replika ołtarza z czterema rogami – co na pierwszy rzut oka (na tekst) nie jest niczym zaskakującym, bo w zasadzie większość znanych nam ołtarzy ma cztery rogi. Podczas składania ofiar przebłagalnych rogi te namaszczane były krwią i wnętrznościami zwierząt (Kpł 9,9.16,18; Za 9,15 itp.). Uchwycenie się rogów ołtarza zaś, czy to przez przestępcę, czy przez zupełnie niewinnego człowieka, zapewniało zgodnie z ówczesnymi zwyczajami niemal całkowitą nietykalność (np. 1 Krl 1,50nn; 1 Krl 2,28). Osoby trzymającej się ołtarza nie wolno było zabić. Czytaj resztę wpisu »

Po zakończeniu pobytu w Izraelu bardzo chciałam napisać o stosunku mieszkańców tego kraju do Polaków. Chciałam to zrobić wcześniej, ale do ostatniej chwili mogło wydarzyć się coś, co zmieniłoby znaczenie moje wrażenia na ten temat, więc wstrzymałam się do teraz. Zacznę od opisania wydarzenia, które sprawiło, że przez chwilę przestraszyłam się, że wyraz tego wpisu będzie zupełnie inny niż planowałam. Otóż ostatniego dnia, jedna z naszych dość bezpośrednich koleżanek zaczęła zdanie od „my Żydzi mamy wyrobioną opinię o Polakach.” Czytaj resztę wpisu »

Ostatni wieczór w Tel Awiwie spędziliśmy na miłej kolacji z naszymi współpracownikami. Na szczęście wszyscy byli zmęczeni po całym tygodniu i spotkanie zakończyło się dość wcześnie. Do domu poszliśmy piechotą, ponieważ restauracja nie była daleko, a przy okazji mogliśmy się pożegnać z Bulwarem Rothschilda i bazarem HaCarmel.

Szczególnie to ostatnie miejsce przywołało wspomnienie pierwszego wieczornego spaceru podczas wrześniowego pobytu i słynnej już ucieczki przed spychaczem. Myślałam, że będzie to jedyna klamra spinająca nasz pobyt, ale jeszcze miało się okazać, że się myliłam.

Po powrocie do domu dokończyłam pakowanie i zwalczywszy w sobie pokusę, żeby wybrać się na ostatni spacer po promenadzie, poszłam spać. Rozsądek nakazywał bowiem spróbować nabrać choć trochę sił przed nocną podróżą.

W głowie tłukły mi się tylko cały wieczór myśli, że „już nigdy nie będzie takiego lata”, takiego biegania do Jaffy, takiej pity, takiego humusu, takich falafli, takiego VW Passata z kierowcą rano przed domem, takich ciepłych wieczorów na tarasie z widokiem na morze, już nigdy…

Po dwóch godzinach okazało się, że nie tylko ja byłam w nastroju do płaczu. Niebo nad Tel Awiwem popłynęło strugami wody, jakich nie widziano tu od co najmniej 10 miesięcy. Już rano padał deszcz, ale w nocy nad morzem rozpętał się straszliwy sztorm i strugi deszczu zaczęły uderzać w nasz domek, który żadną miarą nie był budowany z myślą o takich warunkach atmosferycznych. O drugiej nad ranem obudził mnie hałas piorunów i przewracających się na dachu parasoli i krzeseł oraz prób Michała, żeby sobie z tym kataklizmem jakoś poradzić. A jak już wstałam z łóżka (bo o 3 mieliśmy taksówkę), to na podłodze powitała mnie kałuża wody. I tu mamy klamrę spinającą ostatni pobyt.

Co prawda, tamta powódź była spowodowana pękniętą rurą i była to awaria dość prosta do naprawienia, a tutaj woda lała się z sufitu tylko i wyłącznie dlatego, że spadł deszcz. Druga kałuża przywitała mnie przy drzwiach wejściowych i wg naszej analizy musiała być spowodowana wlewaniem się wody na korytarz pod drzwiami głównymi do budynku. Za to, żeby mi było weselej, to w mniejszym lub większym stopniu zalało wszystkie nasze mieszkania, co niewątpliwie zmniejszyło nasz smutek spowodowany opuszczaniem tego mimo wszystko bardzo gościnnego, przyjaznego i ciepłego kraju.

Autorzy

Kategorie

Październik 2018
N Pon W Śr C Pt S
« Mar    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  
Reklamy