You are currently browsing the monthly archive for Październik 2009.

Ostatni wieczór w Tel Awiwie spędziliśmy na miłej kolacji z naszymi współpracownikami. Na szczęście wszyscy byli zmęczeni po całym tygodniu i spotkanie zakończyło się dość wcześnie. Do domu poszliśmy piechotą, ponieważ restauracja nie była daleko, a przy okazji mogliśmy się pożegnać z Bulwarem Rothschilda i bazarem HaCarmel.

Szczególnie to ostatnie miejsce przywołało wspomnienie pierwszego wieczornego spaceru podczas wrześniowego pobytu i słynnej już ucieczki przed spychaczem. Myślałam, że będzie to jedyna klamra spinająca nasz pobyt, ale jeszcze miało się okazać, że się myliłam.

Po powrocie do domu dokończyłam pakowanie i zwalczywszy w sobie pokusę, żeby wybrać się na ostatni spacer po promenadzie, poszłam spać. Rozsądek nakazywał bowiem spróbować nabrać choć trochę sił przed nocną podróżą.

W głowie tłukły mi się tylko cały wieczór myśli, że „już nigdy nie będzie takiego lata”, takiego biegania do Jaffy, takiej pity, takiego humusu, takich falafli, takiego VW Passata z kierowcą rano przed domem, takich ciepłych wieczorów na tarasie z widokiem na morze, już nigdy…

Po dwóch godzinach okazało się, że nie tylko ja byłam w nastroju do płaczu. Niebo nad Tel Awiwem popłynęło strugami wody, jakich nie widziano tu od co najmniej 10 miesięcy. Już rano padał deszcz, ale w nocy nad morzem rozpętał się straszliwy sztorm i strugi deszczu zaczęły uderzać w nasz domek, który żadną miarą nie był budowany z myślą o takich warunkach atmosferycznych. O drugiej nad ranem obudził mnie hałas piorunów i przewracających się na dachu parasoli i krzeseł oraz prób Michała, żeby sobie z tym kataklizmem jakoś poradzić. A jak już wstałam z łóżka (bo o 3 mieliśmy taksówkę), to na podłodze powitała mnie kałuża wody. I tu mamy klamrę spinającą ostatni pobyt.

Co prawda, tamta powódź była spowodowana pękniętą rurą i była to awaria dość prosta do naprawienia, a tutaj woda lała się z sufitu tylko i wyłącznie dlatego, że spadł deszcz. Druga kałuża przywitała mnie przy drzwiach wejściowych i wg naszej analizy musiała być spowodowana wlewaniem się wody na korytarz pod drzwiami głównymi do budynku. Za to, żeby mi było weselej, to w mniejszym lub większym stopniu zalało wszystkie nasze mieszkania, co niewątpliwie zmniejszyło nasz smutek spowodowany opuszczaniem tego mimo wszystko bardzo gościnnego, przyjaznego i ciepłego kraju.

Reklamy

I tak oto niepostrzeżenie dobiega końca nasz pobyt w Ziemi Świętej. Słońce zachodzi na długo zanim zdążymy wyjść z pracy, wieczorne kąpiele w morzu pozostały już tylko wspomnieniem… Kończą się zapasy kupionych w połowie września kaparów, zjedliśmy ostatnie kawałki melawy.

I jak dziś wygląda nasz trzeci gryz?

Na pewno nie można powiedzieć, że udało się nam przez te dwa miesiące zrozumieć mieszkańców tych krain. Z drugiej jednak strony, chyba choć trochę rozumiemy już, jak działa lokalna rzeczywistość. Skąd biorą się różne rodzaje Żydów – od rosyjskojęzycznej spółdzielni taksówkarzy, przez Izraelczyków z Jemenu i Etiopii (o kręconych włosach), Ukrainy, Francji i Irlandii… W jaki sposób – a raczej – że – są oni w stanie współpracować i tworzyć względnie spójne społeczeństwo. Widzieliśmy, jak wygląda tu wychowanie do izraelskiego patriotyzmu i na czym ten patriotyzm polega. Znamy kilka (uśredniając) hebrajskich literek i parę słów (np. „koszerny”, „pizza”), wiemy też chyba, z kim i o czym można rozmawiać, a o czym lepiej milczeć.

Żegnamy ten kraj, ludzi, przyzwyczajenia, nasze tymczasowe miejsce zamieszkania z jego urokami różnego typu.

Zasłona nie zdąży mi już zlecieć szósty raz z uparcie „naprawianego” karnisza, pralka nie zaszumi nam swoim kojącym dźwiękiem, koguty nie będą nas już budzić od trzeciej nad ranem; rano nie wsiądziemy już do białej taksówki a wieczorem przed weekendem nie zwołamy narady wojennej na dachu, przy akompaniamencie jazzu z Baby Yagi.

Tel Awiw żegna nas potokami deszczu.  Żegnaj, Tel Awiwie.

Żegnaj nam, Jaffo, Hajfo, Jerozolimo, Be’er Shevo, pustynio. Do widzenia.

finis

Ale… to jeszcze nie koniec tego bloga. Zostało nam trochę wrażeń, podróży i spostrzeżeń do opisania, niektóre może dojrzeją dopiero za jakiś czas. Nie jest też wykluczone, że przynajmniej niektórzy z nas jeszcze tu wrócą. A więc do zobaczenia niebawem.

P1090984… Izrael cię wspiera.

W pierwszy sobotni poranek mojego pierwszego pobytu postanowiłam wybrać się do wypatrzonego wcześniej katolickiego kościoła w Jaffie – podobno najstarszym porcie na świecie, który został jakiś czas temu wchłonięty przez Tel Aviv. Koło 18:00 znalazłam się już nad brzegiem morza, u stóp średniowiecznego miasta portowego, z widokiem na nowoczesny Tel Aviv. Musiałam trochę odpocząć, więc weszłam do jakiejś niewielkiej restauracji, gdzie dostałam turecką kawę i pyszne ciastko z musem z białej czekolady. Wyglądało na to, że to jest jakiś rodzinny interes, bo obsługa przeplatała się z gośćmi, włączano jakąś głośną muzykę, do której wszyscy klaskali, a nawet trochę śpiewali i tańczyli. Miło było na nich popatrzeć.

Następnie postanowiłam zwiedzić Jaffę. Nie jest to duży obszar, ale czas minął mi bardzo szybko. Przeszłam się labiryntem uliczek stromo schodzących ze wzgórza w stronę portu, zrobiłam kilka zdjęć zachodu słońca oraz skał Andromedy, posiedziałam na wzgórzu, z którego roztaczał się widok na miasto z coraz większą liczbą zapalających się świateł.

uliczka_small

Wąska uliczka fot. Jacek

andromeda_small

Skała Andromedy fot. Agnieszka

Czytaj resztę wpisu »

Kiedy podejmowaliśmy decyzję o tym, gdzie chcielibyśmy mieszkać, podstawowym argumentem przemawiającym za wynajmem mieszkań w przeciwieństwie do pokoi hotelowych była pralka. W tutejszym klimacie i przy ograniczeniu 20 kg bagażu na osobę ciężko jest funkcjonować bez zapewnienia sobie dostępu do tego sprzętu AGD lub do kogoś, kto tego typu usługi świadczy. W porządnych hotelach pranie T-shirta kosztuje około 10 dolarów, więc wizja posiadania własnej pralki i suszarki była kusząca. Czytaj resztę wpisu »

I am altering the deal. Pray I don't alter it any further.

I am altering the deal. Pray I don't alter it any further.

Ponieważ obowiązujący w Izraelu szabat znacznie utrudnia weekendowe zwiedzanie kraju (pociągi i autobusy jeżdżą tylko do wczesnego przedpołudnia w piątek i od późnego wieczora w sobotę), dość częstym środkiem naszego transportu są tu rozmaite samochody… przede wszystkim te wynajmowane. Wynajem samochodu również nie jest tu jednak oczywisty i patronem tej czynności, podobnie jak kilku innych zagadnień, mógłby spokojnie zostać Lord Vader ze swoim specyficznym podejściem do wynegocjowanych umów. Czytaj resztę wpisu »

Ponieważ dla części z nas miała to być już kolejna wycieczka do Jerozolimy, to postanowiliśmy oprócz Starego Miasta zajechać też do Instytutu Jad Waszem. Jak można się tam dowiedzieć, co potwierdza Wikipedia nazwa ta oznacza „miejsce i imię” albo, w niektórych tłumaczeniach, „pomnik i imię” i zaczerpnięta jest z księgi Izajasza (Iz 56, 5): dam [im] miejsce w moim domu i w moich murach oraz imię lepsze od synów i córek, dam im imię wieczyste i niezniszczalne.Na miejscu znajduje się Nowe Muzeum Historyczne upamiętniające historię Holokaustu. Chociaż nie jest to do końca prawda, bo twórcy tego muzeum zrobili wszystko, żeby tak naprawdę upamiętnić życie, przywrócić tożsamość często anonimowym ofiarom wojny. Stąd dziesiątki dokumentów, zdjęć i ekspozycji ukazujących dzieje konkretnych osób oraz społeczności, które dotknął Holokaust. Można też tam wysłuchać dziesiątków świadectw ludzi, którzy przeżyli wojnę i zechcieli opowiedzieć o swoim doświadczeniu tego czasu.

Swoją drogą to niesamowite, że chociaż wydaje się, że nasza wiedza o Holokauście jest dość duża, zdobywana od czasów szkolnych, poczynając od lektur, przez oglądane filmy i przewijające się raz na jakiś czas w prasie artykuły, to ta wizyta uświadomiła mi, że wiem i rozumiem bardzo niewiele.

Szczególnie poruszyła mnie wystawa dotycząca społeczności Żydowskiej w Niemczech, która była dość mocno zasymilowana z miejscową ludnością. W czasie pierwszej wojny światowej Żydzi walczyli w niemieckiej armii, wielu niemieckich naukowców, artystów i pisarzy było żydowskiego pochodzenia i wielu z nich nie dopuszczało do siebie myśli, że w kraju, który od pokoleń uważali za swoją Ojczyznę może ich spotkać coś strasznego.

Budynek otacza park, w którym rosną słynne drzewka upamiętniające Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. Jak wiadomo ponad sześć spośród dwudziestu dwóch tysięcy należy do Polaków.

DSCN1469_small

Zaskoczyło mnie natomiast to, że prawie pięć tysięcy drzewek należy do Holendrów, a wiedza o historii Holokaustu w tym kraju ogranicza się zazwyczaj do świadomości, że tam żyła Anna Frank. Zresztą jej przypadek nie miał szczęśliwego zakończenia, więc nikt, kto jej pomagał nie mógł być za to w tym miejscu uhonorowany. Czytaj resztę wpisu »

DSCN1359_small

Jedną z najbardziej urokliwych rzeczy w Tel Awiwie jest nadmorska promenada. Ciągnie się ona wzdłuż wybrzeża od północnych krańców Tel Awiwu przez kilkanaście kilometrów (8,7 mili wg oficjalnej strony turystycznej tego miasta: http://www.visit-tlv.com) na południe aż do starego portu w Jaffie. Po drodze znajdują się największe i najbardziej luksusowe hotele w mieście, chociaż również można znaleźć tam dużo mniej spektakularne hoteliki o odpadającym tynku.

plaza_hotele_small

eljat_small

Na znacznej części trasy między promenadą a morzem znajdują się piaszczyste plaże, ale można tam również spotkać miejsca, gdzie ścieżka biegnie tuż przy kamienistym wybrzeżu.

kamienie

Czytaj resztę wpisu »

DSCN1357_small

Wyczytałem gdzieś, że „koneserzy Coca-Coli” (hmm… amerykańscy?) szczególnie cenią tę izraelską, bo ze względu na koszerność jest ona naturalnie słodzona.

Nie zauważyłem większej różnicy.

Autorzy

Kategorie

Październik 2009
N Pon W Śr C Pt S
« Wrz   List »
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031
Reklamy