Jedną z najbardziej urokliwych rzeczy w Tel Awiwie jest nadmorska promenada. Ciągnie się ona wzdłuż wybrzeża od północnych krańców Tel Awiwu przez kilkanaście kilometrów (8,7 mili wg oficjalnej strony turystycznej tego miasta: http://www.visit-tlv.com) na południe aż do starego portu w Jaffie. Po drodze znajdują się największe i najbardziej luksusowe hotele w mieście, chociaż również można znaleźć tam dużo mniej spektakularne hoteliki o odpadającym tynku.

plaza_hotele_small

eljat_small

Na znacznej części trasy między promenadą a morzem znajdują się piaszczyste plaże, ale można tam również spotkać miejsca, gdzie ścieżka biegnie tuż przy kamienistym wybrzeżu.

kamienie


Spacer promenadą dostarcza wielu ciekawych wrażeń. Jest to nie tylko miejsce, które upodobali sobie turyści, chociaż oczywiście są tu dziesiątki leżaków i plażowych parasoli oraz drogie nadmorskie knajpki obecne na każdym morskim wybrzeżu na świecie. Ścieżka jednak służy głównie biegaczom i rowerzystom, jak również spacerowiczom i osobom spragnionym pikniku z widokiem na morze, dla których ustawiono tam dziesiątki ławek, daszków, a przede wszystkim utrzymuje się przepiękne trawniki.

trawniki_small

W związku z tym, między turystami i turystkami w letnich albo wręcz plażowych strojach, można spotkać całe rodziny ortodoksyjnych Żydów, które wyróżniają się strojem – panowie mają na sobie czarne płaszcze i często kapelusze, panie mają zakryte kolana i łokcie, a to wszystko niezależnie od tego, że otaczające powietrze ma od 25 do 35 stopni. Towarzyszą im też zazwyczaj gromadki dzieci. Dlatego najłatwiej ich spotkać w okolicach sporego placu zabaw w południowej części promenady.

Chwilę potem można natknąć się na Palestyńską rodzinę, w której kobieta oprócz łokci i kolan ma również zakryte włosy i stopy. Widziałam też kiedyś Palestynkę uprawiającą marszobieg w takim stroju, która budziła równie nikłe zainteresowanie otoczenia, jak półnaga biegaczka w szortach i bluzeczce na ramiączkach kilka kroków za nią.
Wieczorem z oświetlonych na zielono minaretów można tam też usłyszeć śpiew muezzinów albo podziwiać rozświetloną wieżę kościoła św. Piotra górującą nad starą Jaffą.

meczet_small

plaza_jaffa_small

Na malowniczych kamieniach między którymi biegają dziesiątki kotów w poszukiwaniu jedzenia wyrzucanego przez morze, jak również podrzucanego przez przechodniów, w dzień przesiadują wędkarze, a wieczorami – zakochane pary, którym to miejsce podoba się zupełnie niezależnie od wyznania, pochodzenia, tradycji i religii, w których się wychowali. Jakby na chwilę wymazać z pamięci całą wiedzę na temat Bliskiego Wschodu można by się tylko zachwycać tak fantastycznym współistnieniem tak różnorodnej grupy ludzi.

Niestety to wrażenie jest zakłócone przez ruinę delfinarium zniszczonego przez ostatni duży zamach bombowy w Tel Awiwie pozostawioną nad brzegiem morza jako bolesne wspomnienie tego, że 1 czerwca 2001 roku samobójca z Hamasu wysadził się w powietrze w kolejce do dyskoteki. Z pomnika upamiętniającego ofiary wynika, że zabił 21 młodych ludzi, w tym zdecydowaną większość osób pochodzących z terytorium byłego Związku Radzieckiego.

Jednak za każdym razem, kiedy tam jestem, chcę wierzyć, że wizja „miasta pokoju”, w którym „wszyscy się jednoczą” jest możliwa, bo na tym małym skrawku ziemi widać, jak by to mogło wyglądać.

Zdjęcia: Jacek Podgórski, Michał Poręba

Reklamy