Jak wszyscy zapewne wiedzą, w Izraelu niedzielą jest sobota, która w dodatku zaczyna się w piątek po południu. Z tego względu weekend zgodnie ze starodawnym obyczajem obejmuje dzień tygodnia szósty i siódmy (a nie, jak u nas, siódmy i pierwszy), a pracę zaczyna się w niedzielę.

Powoduje to pewne rozsynchronizowanie się z krajem rodzinnym – kiedy tam jest wtorek, my mamy już mentalnie środę, bo pracujemy przecież od trzech dni. Odpowiednikiem piątku jest natomiast czwartek – wszędzie panuje większy luz i ludzie starają się jak najwcześniej skończyć pracę i uciekać do domu, czy też może na jakieś dacze. W piątek wieczorem zaczyna się już szabat i wszędzie można kupić kwiaty. Szabat kończy się w sobotę o zachodzie, a następnego dnia od rana mamy pierwszy dzień tygodnia, pierwszy dzień pracy czyli tu niedzielę, ale dla nas mentalny odpowiednik poniedziałku.

InBadCzam i ChatNaKurNóż się chowa.