W trakcie pierwszych dwóch wizyt w Jerozolimie nie udało mi się odwiedzić kościoła Pater Noster na Górze Oliwnej, dlatego bardzo ucieszyłam się, że wybraliśmy się tam po raz trzeci. Jest to miejsce upamiętniające przekazanie uczniom modlitwy Ojcze Nasz przez Pana Jezusa, chociaż oczywiście dowodów archeologicznych na to być nie może. Jest za to ciekawa jaskinia w rodzaju takich, w jakich chroniono się zapewne przed panującymi tam upałami, więc nietrudno sobie wyobrazić, że ta zapisana w Piśmie Świętym rozmowa mogła mieć tam miejsce.

Wokoło jaskini wybudowano klasztorno-kościelny kompleks, który nie wyróżniałby się niczym, gdyby nie dość genialny w swej prostocie pomysł umieszczenia na ścianach budynków i otaczającego ten teren muru tablic z tekstem modlitwy Ojcze Nasz w różnych językach świata.

W trakcie spaceru pomiędzy tymi tablicami i wyszukiwania ciekawych tablic (poniżej mój subiektywny wybór najciekawszych eksponatów), spotkaliśmy dwie panie w średnim wieku, które najwięcej uwagi poświęcały niepozornym pomnikom w zakątku ogrodu.

Widząc nasze zainteresowanie, wyjaśniły nam, że są to groby dwóch krzyżowców duńskiego pochodzenia, którzy stali za pierwszymi próbami upamiętnienia tego miejsca. Dzięki tym dwóm sympatycznym Dunkom (czy istnieją niesympatyczne Dunki?) nasza wiedza o Pater Noster wykroczyła poza dość skromne informacje umieszczane w przeciętnym przewodniku dla turystów.

Przy samym wejściu umieszczono, sądząc po wyglądzie dość niedawno, tekst modlitwy Pańskiej w językach biblijnych – aramejskim i hebrajskim.

Pierwszą tablicą, która przyciągnęła moją uwagę, była tablica kaszubska. Jak doprecyzowywał mój przewodnik, umieszczenie tablicy w tym miejscu oznacza również, że język został dopuszczony do używania w liturgii katolickiej.

Kolejna pośrednio z polską związana tablica jest poświęcona językowi Esperanto. W tym miejscu odniesienia do Esperanto wzruszają mnie podwójnie, jako że autor tego języka Ludwik Zamenhoff było białostockim Żydem, którego ulica biegnie zarówno pod domem mojej Babci, jak i w centrum Tel Awiwu.

Dość szczególnie wrażenie zrobił na mnie zakątek, w którym obok siebie umieszczono modlitwę w języku łacińskim i arabskim.

Wędrówka wzdłuż ścian z różnojęzycznymi mozaikami pozwala też odkryć istnienie ciekawych krain, o których istnieniu nie miało się wcześniej pojęcia.

Helgoland jest wyspą niemiecką, obecnie częścią państwa niemieckiego (chociaż nieobjętą układem z Schengen), ale w przeszłości musiała być na tyle odrębna i używać własnej odmiany języka niemieckiego, by zasłużyć na własną wersję tablicy w tym szczególnym miejscu.

Inną ciekawostką jest tablica w języku Cheerokee.

Gwoździem programu dla każdej pielgrzymki i wycieczki jest oczywiście odnalezienie tablicy w swoim języku. Nas oraz całą polską grupę, która weszła do klasztoru w tym samym czasie, spotkała niespodzianka w następującej postaci:

Obecni w okolicy franciszkanie zarzekali się, że to tylko renowacja. Cóż, trzeba będzie pojechać jeszcze raz i sprawdzić.