I am altering the deal. Pray I don't alter it any further.

I am altering the deal. Pray I don't alter it any further.

Ponieważ obowiązujący w Izraelu szabat znacznie utrudnia weekendowe zwiedzanie kraju (pociągi i autobusy jeżdżą tylko do wczesnego przedpołudnia w piątek i od późnego wieczora w sobotę), dość częstym środkiem naszego transportu są tu rozmaite samochody… przede wszystkim te wynajmowane. Wynajem samochodu również nie jest tu jednak oczywisty i patronem tej czynności, podobnie jak kilku innych zagadnień, mógłby spokojnie zostać Lord Vader ze swoim specyficznym podejściem do wynegocjowanych umów.

Hyundai Punto Grande

getz

A nie wygląda...

Jadąc do Galilei i Hajfy postanowiliśmy po raz pierwszy wynająć w Izraelu samochód i wybór nasz padł na renomowaną firmę o nazwie kojarzącej się z cyfrą sześć. Jak to już zostało wspomniane, nasz pojazd przed odbiorem tajemniczo przeobraził się w maszynę o standardzie nieco odmiennym od oczekiwań.

Po szybkim przyuczeniu się do automatycznej skrzyni biegów okazało się jednak, że nie jest tak źle. Maszyna okazała się w sam raz do manewrowania w warunkach korków nazaretańskich (chociaż lepiej by się sprawdził wózek widłowy), a i na trasie z Tel Awiwu do Hajfy radziła sobie przyzwoicie, raz osiągając nawet nominalną prędkość maksymalną. Problem pojawiał się „tylko” w momencie próby wspięcia się na jakiekolwiek wzniesienie lub podjęcia nieco bardziej dynamicznego wyprzedzania. Biegi skakały, silnik wył, tylko… nic się nie działo.

Dodatkowych atrakcji zapewniła nam niespodziewana blokada 1000 USD na karcie kredytowej uskuteczniona bez ostrzeżenia przez wypożyczalnię. Nominalnie kaucja powinna wynosić o połowę mniej, ale jakoś się rozpędzili… Oczywiście blokada nie została zdjęta po zwróceniu samochodu, tylko musiała sama zejść w swoim czasie. Na szczęście nie planowaliśmy w tym czasie większych wydatków, które mogłyby okazać się przez to niemożliwe.

VIP Passat

taxi

V.I.P. Service

Biały VW Passat, nasz najczęstszy środek transportu. Limuzyna ma na burcie napis V.I.P. Service, co przekłada się m.in. na to, że niezależnie od warunków zewnętrznych zawsze podwozi nas pod same drzwi.

W kwestii jego historii oddaję głos Agnieszce:

Podczas mojego pierwszego pobytu w Izraelu mieszkałam w Sheratonie, który charakteryzował się między innymi tym, że stali przed nim mili młodzi pracownicy, którzy wzywali nam co rano taksówkę. Ponieważ osoby pracujące w centralach radio taxi wcale niekoniecznie władają innymi językami niż hebrajski, to bardzo cieszyliśmy się z tego, że ktoś się za nas z nimi komunikuje, przynajmniej rano. Powroty z pracy rozwiązaliśmy początkowo tak, że grzecznie prosiliśmy kolegę z boksu obok, żeby nam zamówił taksówkę. I tak sobie funkcjonowaliśmy do czasu, aż pojawił się ON, kierowca białego Passata.

Któregoś ranka pod Sheratonem czekał na nas taksówkarz, który bardzo szybko zorientował się, że daje się z nami (no dobra, bardziej ze Zbyszkiem niż ze mną) porozumieć po rosyjsku i zaproponował, że może po nas przyjechać po południu. Skorzystaliśmy z tej oferty i wtedy powiedział, że może też czekać na nas pod Sheratonem. A na koniec dostaliśmy wizytówkę z numerem telefonu. Pan kierowca otoczył nas swoją opieką, łącznie z wyprawą do dyspozytorni w poszukiwaniu mojego sweterka, który zostawiłam w innej taksówce tej korporacji kilka dni wcześniej.

Po tym, jak zamieszkaliśmy w willi, gdzie nikt nie czekał przed domem, żeby zorganizować nam transport, zdecydowaliśmy się w zupełności zdać na naszego nowego znajomego. Kiedy potrzebowaliśmy dwóch taksówek po zwiększeniu stanu osobowego naszej ekipy, pan przyjeżdżał z kolegą. Kiedy trzeba było kogoś zawieźć w środku nocy na lotnisko, przyjeżdżał o 2 lub 3 rano. Kiedy pokazaliśmy mu naklejki na zderzak, które się nam spodobały, zawiózł nas do jakiegoś zakazanego sklepiku z częściami samochodowymi, w którym można je było kupić. Zawsze pamięta, żeby dać nam paragon, bo zauważył, że się czasem zapominam o niego upomnieć. No i obiecuje, że będzie płakał po naszym wyjeździe. My chyba też będziemy…

Na ludowo

Przyszedł kolejny długi weekend… Planując wyprawę przez pustynię postanowiliśmy zamówić maszynę nieco większą i lepiej dostosowaną do dalekich dystansów niż poprzednio, i też być może będącą w stanie pokonywać wzniesienia. Na dostawcę wybraliśmy tym razem korporację o nazwie kojarzącej się z ptakiem, która limuzyny klasy kompakt miała w cenie znacząco niższej niż konkurencja (Fiaty Punto miała droższe) i położona była nieco bliżej. Zamówiliśmy samochód o nazwie kojarzącej się z głównym bogiem zaratusztranizmu i ciekawi byliśmy, co dostaniemy… Niespodziewanie na tym etapie obyło się bez niespodzianki.

mazda_pl
Jak widać na powyższym zdjęciu, w duchu spotykanych czasem autokarów w polskich barwach narodowych postanowiliśmy się oflagować, żeby nikt nie miał wątpliwości, z kim ma do czynienia. I tak gotowi na wszystko ruszyliśmy w trasę po Pustyni Negew.

Z wizytą u Ben Guriona

Z wizytą u Ben Guriona

Doświadczenie kazało sprawdzić konto karty kredytowej jak najwcześniej po powrocie, żeby przygotować się na nowe niespodzianki. Nie zostaliśmy rozczarowani. Poza depozytem w wysokości 650 USD (pan w kantorku zapowiedział 600, ale to drobne przejęzyczenie) karta obciążona została dodatkowo kosztami wynajmu… ale w wysokości niemal dwukrotnie wyższej, niż przy rezerwacji, mimo doliczenia do tej kwoty wszystkich opisanych drobnym drukiem ubezpieczeń i opłat dodatkowych.

Dogłębna analiza pozwoliła nam nawet wyjaśnić pochodzenie tej kwoty całkiem logicznym i prawdopodobnie wyglądającym błędem w elektronicznym systemie rezerwacji – z dokładnością co do dolara.

Co powie Ryba?

W niedzielny poranek (tradycyjna pora oddawania samochodów w Iraelu) przygotowani na porządną pyskówkę udaliśmy się do biura. Miły pan ze zrozumieniem przyjął nasze zrozumiałe zdziwienie, stwierdził, że to chyba po prostu zaksięgowała się „druga kaucja”, po czym poklikał w klawiaturę, powiedział, że właśnie zdjął obie kaucje i obciąży nas teraz już tylko opłatą za wynajem. Opłata wyniosła nawet nieco mniej, niż kwota wyliczona z początku na rezerwacji – do dzisiaj nie wiemy, czy tak miało być, czy po prostu operator zastosował procedurę ułagadzania rozdrażnionych klientów. Tak czy inaczej, po tradycyjnym tygodniu kwoty na karcie kredytowej faktycznie dostroiły się do oczekiwań.

W smutnym kolorze blue

Odbiór samochodu na kolejny weekend nieco się opóźnił ze względu na pana o urodzie dalekowschodniej, który zdążył przed nami. Miły ów pan (prawdopodobnie mieszkaniec hotelu David InterContinental *****) chciał dostać Getza, a zaproponowano mu Mazdę 6, co z jakiejś przyczyny nie do końca mu odpowiadało. W końcu jednak pan za kontuarem przekonał go, że widziany na parkingu Hyundai jest „not good now” i pan zgodził się na Mazdę 6 (a już zaczęliśmy się obawiać, że dostanie obiecaną nam Mazdę 3).

Limuzyna tym razem była koloru łagodnie błękitnego (90% samochodów tutaj jest biała lub „łagodnie kolorowa” ze względu na nagrzewanie się pod wpływem nieustającego słońca), no i oczywiście nie mogło też zabraknąć w niej naszego akcentu narodowego.

mazda_blu_pl

Samochód jakoś dziwnie się prowadził. Po przejechaniu circa 50 kilometrów zorientowałem się w końcu, że w przeciwieństwie do poprzedniego egzemplarza, tutaj kierownica nie ściąga nieustannie w lewo. Zostało to nagrodzone owacjami załogi.

Dalej było już jak zwykle – ze względu na swoiste rozwiązania urbanistyczne w Jerozolimie dwukrotnie niechcący wtargnęliśmy do „zakazanej” dzielnicy „ultra-ortodoksów”, którzy się samochodom nie kłaniają (relacja zapewne wkrótce, robienia zdjęć woleliśmy nie ryzykować), zwiedziliśmy kolejną część pustyni Negew i wzięliśmy udział w miejsko-autostradowym rajdzie na trasie Tel Awiw – Hajfa. Pod Be’er Shevą znaleźliśmy drzewko dające dokładnie tyle cienia ile potrzeba i zastanawialiśmy się, czy nie dałoby się przerobić je na przewoźne.

mazda_pod_drzewem

Nie mogło zabraknąć też obowiązkowych przygód z kartą kredytową – krótko po obciążeniu jej opłatą za wynajem karta w ogóle zniknęła z systemu transakcyjnego banku i póki co nie wiemy, czy i jaki ma to związek z wydarzeniami z ostatniego weekendu…

Zaratusztrianizm

Reklamy