Jedni wiedzą, a inni nie, że w 2003 roku Tel Awiw wpisany został na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Czym sobie na to zasłużył?

Architekturą. To młode miasto, powstałe w początkach XX wieku jako przedmieścia arabskiej Jaffy, w latach trzydziestych przeżywało okres gwałtownego rozwoju w związku z przybywaniem do Palestyny kolejnych żydowskich osadników. Wśród nich znalazła się spora liczba architektów, przede wszystkim absolwentów niemieckiej szkoły Bauhausu, uciekających przed hitlerowskim terrorem. Już wkrótce mieli oni nadać gwałtownie rozbudowującemu się Tel Awiwowi unikalnego charakteru, stworzonego z połączenia architektury modernistycznej z rozwiązaniami wynikającymi z… lokalnych potrzeb klimatycznych.

Ale zacznijmy nasz spacer…

Zaczynamy – zupełnym oczywiście przypadkiem – na południowym krańcu ulicy HaYarkon, w pobliżu hotelu David InterContinental oraz tureckiego meczetu Hassana Beka. Meczet powstał tu w 1916 roku, prawdopodobnie po to, aby odciąć od morza rozwijającą się intensywnie ku północy Neve Cedek – zalążek Tel Awiwu zamieszkany już wówczas przez żydowskich osadników. Przez wiele lat meczet był punktem spornym i miejscem walk oraz zamieszek, ale my dzisiaj nie o tym… Ruszamy więc na wschód w labirynt uliczek na tyłach InterContinentalu – możemy na przykład wybrać ulicę Pines.

nevetzedek

To akurat nie jest Pines. Fot. Bartek.

Neve Cedek stała się w ostatnich latach dzielnicą dość zamożną, wille są odnowione, uliczki czyste, a koty – tłuste. Po napatrzeniu się na charakterystyczny ciasny układ urbanistyczny z wąskimi alejkami zaczynamy przedzierać się na wschód, na przykład ulicą Shabazi, aby dostać się do południowego krańca bulwaru Rothschilda.

Ulica ta to prawdopodobnie najbardziej reprezentacyjny bulwar Tel Awiwu; pozwala obejść miasto dookoła i przy okazji przyjrzeć się charakterystycznym elementom jego architektury. Ponieważ jednak willowego Bauhausu jest w Tel Awiwie tyle, że jest on praktycznie niezauważalny, bo staje się tłem (zbudowano tu ponad 4000 jedno- i parupiętrowych willi, z których 1500 zostało zarejestrowanych przez UNESCO), najpierw dowiedzmy się, czego będziemy szukać.

Jak rozpoznać Bauhausa?

bauhauswille

Cechy charakterystyczne poszukiwanego to przede wszystkim funkcjonalny, klockowaty wygląd. Ze względu na panujące tu upały architektura uległa pewnym zmianom w stosunku do tego, co powstawało w zaciszu europejskich pracowni. Ściany zrobiły się grubsze, okna zmalały i schowały się w głąb murów. Zgodnie z bliskowschodnią tradycją nie przywiązuje się tu zbytniej uwagi do zewnętrznej strony budynków, wiele willi będzie więc mniej lub bardziej nadgryzionych zębem czasu i załatanych szpachlą. Ze względu na rzadkie opady trzymają się one tu jednak dość dobrze, co pewnie tym bardziej zniechęca do jakichkolwiek zabiegów konserwacyjnych. Na szczęście wiele budynków zostało w ostatnich dekadach odnowionych – inne natomiast zburzono, ku rozpaczy i wściekłości miłośników współczesnej architektury.

pilotis

Pilotis w wersji light.

Żelbet jest słaby na upały, nagrzewa się i długo stygnie. Dlatego triumfy święci tu pomysł pana Le Corbusiera zwany pilotis, czyli filary, na których opiera się całą konstrukcję budynku. Podcienia są tu miejscami tak głębokie, że z parteru nie pozostaje prawie nic. Przestrzeń tę zajmują ogródki, garaże, place zabaw, koty, śmietniki…Jest więc gdzie wyjść z nagrzanego budynku, usiąść wieczorem przy kawie z sąsiadami, pogłaskać kota, wyrzucić śmieci itp. A dodatkowo mieszkania na piętrze lepiej się chłodzą. Kwestie klimatyczne są dziś mniej ważne dzięki instalowanej niemal wszędzie klimatyzacji, ale zwyczaje (i koty) pozostały.

Zaopatrzeni w rysopis sprawcy możemy już ruszać na zwiedzanie…

Bulwarem Rothschilda

dizengoffpomnik

Pomnik Dizengoffa. Fot. Bartek.

Idziemy więc bulwarem na północny wschód – najlepiej środkiem, gdzie rosną drzewa, przechodnie idą po ścieżce rowerowej, rowerzyści jadą po chodniku a mikrokawiarnie rozmiarów budki telefonicznej serwują poranną kawę. Po drodze możemy spotkać pana Dizengoffa na bliżej niezidentyfikowanym wierzchowcu (Dizengoff to pierwszy burmistrz Tel Awiwu i jedna z bardziej poważanych figur nowożytnego Izraela) oraz pomnik poświęcony pierwszym osadnikom. Po drodze miniemy między innymi muzeum wojny wyzwoleńczej (1947-48), które prawdopodobnie będzie zamknięte.

Idziemy tak sobie, rozglądając się na boki, a jeśli kamienic będzie nam mało, możemy odbić na chwilę w lewo w kwartał przecięty ulicami Nahmani (np. Nahmani 45), Maza i Balfour. Wróćmy jednak na tyle wcześnie, żeby wejść w drugą stronę, w ulicę Engel i obejrzeć jej rząd kamienic z ogrodami. Potem znów wracamy do Rotschilda i idziemy cały czas na północ, aż do placu z przypominającym nieco Dworzec Centralny gmachem audytorium Bernsteina.

bernstein2

Audytorium Bernsteina

 

Obchodzimy plac i sam budynek z prawej strony, zwracając uwagę na pierzeję kamienic z charakterystycznymi podcieniami. Po przejściu ulicy Dizengoffa idziemy dalej na północ, a gdy ulica się nam skończy, odbijamy w lewo, aby dotrzeć do przedłużenia bulwaru Rotschilda, noszącego nazwę Sderot Hen. Poza nazwą niewiele się tu zmieniło, może drzewa są nieco ciekawsze. Skręcamy w prawo (czyli na północ) i bulwarem zmierzamy w kierunku placu Icchaka Rabina, zwanego również Placem Wielkiego Lejka. Na odległym końcu tej olbrzymiej przestrzeni stoi niepowtarzalne monstrum udające ratusz miejski, z odpowiadającymi mu rozmiarem schodami i… tego nie da się opowiedzieć, to trzeba zobaczyć na żywo. Na tyłach tego budynku w 1995 roku zamachowiec śmiertelnie postrzelił zaangażowanego w proces pokojowy i porozumienia z Oslo izraelskiego premiera.

townhall

Gdyby ktoś z nieznanych nam przyczyn chciał tu zakończyć swoją wycieczkę i zupełnie nie wiadomo dlaczego chciał wracać do punktu startu, może ruszyć na południe ulicą Ha’melekh George, czyli króla Jerzego. W przypadku wyboru tej trasy zachęcamy jednak do odbicia w kierunku morza w swojsko nazwaną ulicę Zamenhoffa, aby dojść do Dizengoff Square (to już trzeci Dizengoff dzisiaj). Dołem jadą samochody, a górą – kładka, a na niej… fontanna.

Nadmorskie kurioza

pseudogaudiKto ma jednak jeszcze siłę na zwiedzanie, powinien spod ratusza ruszyć w stronę morza aleją Ben Guriona, bacznie zwracając uwagę na kamienice stojące na pilotis. Tuż przed końcem ulicy po prawej stronie mieści się dom dawnego wizjonera i premiera Izraela, a w nim muzeum (prawdopodobnie zamknięte, jeśli dzisiaj mamy weekend). I tak oto jesteśmy nad morzem, przy zastanawiającym architektonicznie hotelu Marina, będącym równocześnie wiaduktem, tunelem i stacją benzynową.

Bulwarem nadmorskim możemy teraz iść na północ, ale wtedy przegapilibyśmy stojący przy Eliezer Peri (przedłużenie HaYarkon) dom przypominający szalony sen Gaudiego o Bauhausie. Dlatego też nie przegapiamy go, a skoro już tu jesteśmy, to możemy przespacerować się dalej na północ parkiem, wpatrując się w przeuroczą bryłę hotelu Hilton, w którym wszystkie pokoje mają widok na morze. Dalej na północ mieści się też stary port, przerobiony na centrum rekreacyjno-konsumpcyjne; oraz rzeka Yarkon wraz z otaczającym ją parkiem. Ponieważ jednak jesteśmy już prawdopodobnie zmęczeni, możemy teraz ruszyć nadmorską promenadą na południe, napawając oczy nowoczesną architekturą nadmorskich hoteli Tel Awiwu (patrz nagłówek bloga) oraz wsłuchując się w dźwięk paletek mieszkańców grających na plaży w coś w rodzaju badmintona przy użyciu piłki (lotkę by dawno zwiało).

hiltontelaviv

lamaniec

isrotel

I tak oto zrobiliśmy pełną rundę wokół miasta. Gratulacje!

Reklamy