W piątek o świcie udaliśmy się do wypożyczalni celem odebrania zamówionego samochodu (Fiat Punto Grande, manualna skrzynia biegów, nawigacja) i już po 45 minutach jechaliśmy autostradą w kierunku Hajfy naszym Hyundaiem Getz z automatyczną skrzynią, posiłkując się atlasem i mapkami wydrukowanymi w czwartek w pracy (a kuku).

Po dotarciu na miejsce podjechaliśmy na sam grzbiet Karmelu. Z początku mieliśmy problem nawigacyjny, bo na mapie nie wydrukowały się drogi oznaczone na żółto, ale dość szybko zorientowaliśmy się, że na szczęście wydrukowały się ich nazwy. Dotarliśmy więc z powodzeniem do ogrodów bahaitów, którzy pozwolili nam wejść na dwa z całkiem sporej ilości tarasów. Jak się okazało, większe zwiedzanie możliwe jest tylko w połączeniu z wycieczką prezentacyjno-indoktrynacyjną, na którą niespecjalnie mieliśmy czas, możliwości i ochotę.

hajfa

Jeśli chodzi o same ogrody… Są zaplanowane i wykonane z dużym rozmachem i dbałością o najdrobniejsze szczegóły; z pewnością robią wrażenie w tym dość pustynnym i z rzadka tylko zielonym kraju. Niestety, po bliższym przyjrzeniu się dość mocno wychodzi też ich kiczowatość – może to kwestia różnicy między wrażliwością bliskowschodnią a środkowoeuropejską, a może właśnie doprowadzenie do absurdu motywów europejskich.

Samo mauzoleum było oczywiście w remoncie, całe otoczone rusztowaniami.

Pojechaliśmy więc dalej, do klasztoru i kościoła Stella Maris, a tam zajrzeliśmy do groty Eliasza (jednej z dwóch lub trzech). Podjeżdżając wypatrzyliśmy autobus w polskich barwach narodowych, nawet nie zdziwiłem się więc, że w kościele trafiliśmy na dwie grupy polskojęzyczne. Jedną z nich prowadziła przewodniczka, której trochę myliły się święte katolickie, natomiast drugiej szefował znajomy (z czerwcowej pielgrzymki) pan Stanisław, z którym zamieniliśmy parę słów i otrzymaliśmy kilka porad turystycznych, szczególnie dotyczących wyjazdów na Zachodni Brzeg.

autobus_pl

Po obejrzeniu panoramy Hajfy i spojrzeniu z góry na muzeum nielegalnej imigracji umieszczone w obudowanym pawilonami starym statku transportowym (zamknięte), muzeum marynarki wojennej (zamknięte) i – z oddali – muzeum kolejnictwa (zamknięte), zaatakowaliśmy ogrody bahaickie od dołu, dzięki czemu zwiedziliśmy kolejne dwa poziomy. Nie pozwolono nam pić wody, dotykać marmuru i takie tam – może już ktoś im doniósł, że mają do czynienia z człowiekiem, który zbezcześcił fontannę Lady D. oraz sztukę nowoczesną w Reina Sofia.

muzeumy

Po przejściu się wzdłuż domków kolonii niemieckiej uznaliśmy Hajfę za zaliczoną i udaliśmy się do Cezarei Nadmorskiej. Tam obejrzeliśmy film o historii miejsca, przyjrzeliśmy się kotu usiłującemu wejść w interakcję z jaszczurką, sprawdziliśmy (ja) akustykę amfiteatru i przypiekliśmy się dość mocno na słońcu. Po tym trzeba było jeszcze obejrzeć obowiązkowy akwedukt i można było wracać, żeby zdążyć przed szabatowymi korkami.

cezarea

Po drodze w zatoczkach autostradowych można było kupić naręcza kwiatów w umiarkowanych cenach, widzieliśmy też samochód pana, który najwyraźniej na pustej i równej drodze wjechał sobie do rowu oraz ciężarówkę do nalewania betonu umieszczoną w charakterze reklamy na wysokości 20 metrów.

Wieczorem za dużo nie rozrabialiśmy, bo na następny dzień zaplanowana została kolejna, dłuższa wycieczka – do Galilei….

Reklamy