Na drugą połowę wycieczki w piątek zaplanowaliśmy zwiedzanie parku narodowego w Cezarei Nadmorskiej. Miasto powstało na życzenie króla Heroda, który z jednej strony bardzo chciał odebrać Jaffie przywilej bycia najważniejszym portem na tym wybrzeżu, a z drugiej przypodobać się Cezarowi budując miasto na miarę tego Imperium. Jak to bywało w przypadku większości tutejszych zabytków, miasto zostało przebudowane przez Arabów, nadbudowane przez Krzyżowców, zniszczone przez Turków i odbudowane w czasach współczesnych. W przypadku Cezarei dodatkowym elementem jest to, że odbudowę finansowała głównie jedna osoba – baron Rothschild.

Do dyspozycji zwiedzających oddano naprawdę imponujący kompleks odkopanych ruin z czasów Heroda, łącznie z hipodromem, teatrem oraz kompleksem łaźni z częściowo zachowanymi mozaikowymi posadzkami. Na hipodromie ustawiono surrealistyczny model rydwanu z żelaznych prętów, na który można się było wspiąć i poczuć jak na wyścigu, co też oczywiście natychmiast uczyniłam.

cezarea

Próżność Heroda, który postanowił zbudować swój pałac na wodzie spowodowała, że przez dwa tysiące lat woda wypłukała prawie wszystkie ślady jego istnienia. Michał twierdzi, że najlepiej widać go na mapach satelitarnych przez Googla. Ja wierzę na słowo. Z brzegu widać kupę kamieni, które po bliższym przyjrzeniu okazują się blokami starożytnego betonu.

Oprócz tego, że jest to naprawdę fascynujące i urokliwe miejsce, na samym brzegu morza, gdzie wieje orzeźwiająca bryza, to niestety cienia tam jest jak na lekarstwo i słońce porządnie dało nam się we znaki. Ja się nawet nie spaliłam, ale po obejściu całego parku zupełnie opadłam z sił. W celu ich zregenerowania udaliśmy się do kawiarni prowadzonej przez starszego pana, o imieniu Stanisław, który urodził się w Łodzi, ale wyjechał stamtąd, jak miał kilka lat. Pan jest Żydem, przeżył Oświęcim i często jeździ do Polski. Za pierwszym razem, w 1986 roku pokazał pogranicznikom przedwojenny polski paszport i przez 3,5 godziny czekał, żeby go puszczono dalej i oddano mu dokumenty. Uważa też, że Warszawa wypiękniała przez te lata. Zdążył nam to wszystko opowiedzieć, podczas gdy my posilaliśmy się frytkami i kawą.

Po tym miłym spotkaniu z nową energią wsiedliśmy do samochodu i udaliśmy się kawałeczek dalej, żeby obejrzeć ocalony fragment starożytnego akweduktu, a następnie udaliśmy się do Tel Avivu.

Reklamy