Któregoś dnia przestały docierać do mnie SMSy na polską komórkę.

Nie było to tak od razu, o nie. Najpierw pojedyncze egzemplarze utykały gdzieś po drodze: czasem docierały z niewielkim opóźnieniem, czasem większym. Z początku nie zdawałem sobie z tego sprawy, dopiero kilka dziwnych pytań Żony sprawiło, że zacząłem coś podejrzewać. Problem był nieco dokuczliwy, ale dało się z nim żyć.

Potem, któregoś dnia, nie dostałem SMSa autoryzacyjnego z banku. To już było mniej fajne, ale po kilku minutach niezrażony kliknąłem „wyślij powtórnie”. I znowu nic. Kliknąłem jeszcze raz, i jeszcze – nadal nic nie przyszło. Może awaria w banku, pomyślałem, i postanowiłem kluczowy przelew wykonać z drugiego konta. Ale tu też nic… Wszedłem na stronę internetowego biura obsługi mojego operatora – tu logowanie również odbywa się SMSem. I oto, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, do mojej komórki dobija się cały łańcuszek wiadomości – przodem od operatora, a następnie cała kolejka kodów jednorazowych z obu banków.

Przelew poszedł. Ale kilka dni później trzeba wykonać kolejny, jeszcze bardziej kluczowy. I znowu problem. Testowo wysyłam wiadomość z telefonu PL na IL: przechodzi. Z IL na PL: przechodzi. Po znajomości z cudzego PL na mój PL – bingo! To znaczy, ekskrement. To znaczy, znów nie dochodzą. Rozmowy OK (ale powodzenia z roamingiem za circa 15 pln/min).

Sposób poprzednio udany, czyli wymuszenie SMSa od operatora, tym razem nie skutkuje. A więc mail do biura obsługi abonenta, oczywiście z apelem o przekazanie warstwie technicznej. I czekam.

Rano jedziemy do pracy. W połowie drogi nagle telefon dostaje szału – kilkanaście wiadomości jedna za drugą. Fajnie, może uda się przelew wysłać z pracy. Niestety – tam już nie dochodzą.

Po kilku godzinach i powrocie z przerwy obiadowej telefon znowu wariuje. Szybka akcja na stronie bankowej i udaje się odebrać jeden nie przeterminowany kod. Następne – jak zwykle utykają. Zaczynam podejrzewać wrogą działalność.

Dwa dni później jedziemy autobusem zwiedzić Muzeum Izraela. Bing, bing, bing! Seria SMSów niby z karabinu maszynowego. W tym wiadomość od działu technicznego operatora, że z radością informują, że po ich stronie wszystko jest w porządku. To dobra wiadomość, czuję się znacznie lepiej. Tyle, że do mnie nadal nic nie dochodzi…

Wyjazd do kraju, powrót. Pierwsze dwa dni wszystko działa normalnie (a raczej nienormalnie, czyli wiadomości dochodzą), potem – embargo. I już nawet nie to, że dochodzą falami co dwa dni – po prostu w ogóle ich nie ma. Na szczęście zapobiegliwie dyspozycje przelewów złożyłem z odpowiednim wyprzedzeniem jeszcze w domu.

Zaczynamy snuć domysły na temat źródeł problemu. Teoria dominująca: jako osobnik podejrzany (grudniowa kontrola na Okęciu plus uparte krążenie po całym kraju) zostałem wpisany na czarną listę i każda wiadomość do mnie jest czytana i ręcznie zatwierdzana przez odpowiednie służby.

Po kolejnej podróży do kraju i powrocie do Izraela wszystko działa. Problem zniknął bez śladu.

Przejrzeliśmy ich.

Reklamy