Model pałacu Heroda w Masadzie.

Początki twierdzy w Masadzie sięgają historii Heroda Wielkiego, który postanowił tam zbudować jeden ze swoich imponujących pałaców. Do dzisiaj można tam podziwiać pozostałości tarasowej konstrukcji pałacu północnego stworzonej na zboczu wzgórza oraz odtworzone malowidła, którymi był on przyozdobiony. Starożytne relacje głosiły, że pałac otoczony był marmurowymi kolumnami – te jednak okazały się złudzeniem optycznym stworzonym przez kolory użyte na zewnętrznych ścianach z piaskowca. Na pozostałej części płaskowyżu można obejrzeć pozostałe zabudowania twierdzy – nieodzowne łaźnie z mozaikami i ogrzewaniem podłogowym, pomieszczenia gospodarcze oraz pałac wschodni – z basenem.

Na środku stoją też pozostałości bizantyjskiej świątyni wybudowanej przez mnichów, którzy zamieszkiwali to miejsce około 5 w. n.e.

Na skalistą górę nad Morzem Martwym można dostać się trasą wytyczoną przez oblegających swego czasu twierdzę rzymskich żołnierzy, wspiąć się stromą „ścieżką węży”, lub też… wjechać na szczyt kolejką linową. My wybraliśmy to ostatnie rozwiązanie i z każdą minutą obserwowania z góry wędrowców byliśmy z tej decyzji coraz bardziej zadowoleni.

Masada oferuje też przepiękne widoki na Morze Martwe i znajdującą się po jego drugiej stronie Jordanię.

Jednak to nie dla tych atrakcji wycieczki szkolne, objazdowe „Israel Tours” Żydów zza granicy, a także miliony turystów co roku odwiedzają to miejsce.

Józef Flawiusz (który tak naprawdę nazywał się zupełnie inaczej) opisał Masadę jako ostatni punkt oporu wobec armii rzymskiej w wojnie żydowskiej 70 roku. To właśnie tu, na płaskim szczycie jednej z gór Pustyni Judzkiej, miały rozegrać się wydarzenia, które powołały do istnienia prawdopodobnie najważniejszy z symboli narodowych państwa izraelskiego. A wydarzenia to były dość krwawe.

W 72 roku po narodzeniu Chrystusa niemal czteroletnie powstanie przeciw Rzymowi było już w przeważającej mierze spacyfikowane. Jedynie w małej wiosce galijskiej… znaczy, w  Masadzie pozostała grupa buntowników nie dających się ujarzmić. Stamtąd urządzali wyprawy nękające wroga i ogólnie czuli się dość bezpiecznie, chronieni przez kilkusetmetrowej wysokości niemal pionowe skalne zbocza, zaopatrzeni w żywność dzięki wykopanym niczym w Farm Ville poletkom, które zasadzili na środku płaskowyżu zaopatrywani w wodę z systemu studni zbierających deszczówkę.

Masada - interaktywny model twierdzy i systemu łapania deszczówki.

Należało zrobić z nimi porządek. Dlatego rzymskie oddziały X Legionu w połowie roku 72 dotarły pod twierdzę i zażądały jej poddania. Kiedy obrońcy odmówili, Rzymianie zgodnie z najlepszymi tradycjami podjęli działania oblężnicze. Wokół Masady wzniesiono szereg obozów warownych połączonych murem, otaczając ją obręczą fortyfikacji. Następnie przystąpiono do sypania rampy ziemnej (a raczej kamienno-żwirowej), która miała umożliwić bezpośredni atak na mury i dostanie się do wnętrza fortecy.

Mimo, że na miejsce głównego ataku wybrano miejsce położone najwyżej i połączone z płaskowyżem naturalnym grzbietem skalnym, budowa nasypu nie była przedsięwzięciem lekkim, łatwym i przyjemnym. Roboty ziemne trwały kilka miesięcy, oczywiście pod ogniem obrońców, którzy niechętnie patrzyli na to skądinąd imponujące dzieło sztuki inżynierskiej. W końcu, prawdopodobnie wiosną 73 roku, rampa była gotowa…

Według Flawiusza, w nocy przed decydującym szturmem dziewięciuset obrońców twierdzy zebrało się, by wysłuchać mowy swojego przywódcy. Przemowa ta miała brzmieć jak następuje (podsumowanie poniżej cytatu):

Dawno temu, waleczni mężowie, powzięliśmy postanowienie, że nie będziemy służyć ani Rzymianom, ani nikomu innemu prócz samego Boga, bo On jeden jest prawdziwym i sprawiedliwym panem ludzi. A oto teraz nadszedł czas, który żąda potwierdzenia tego przekonania czynem. Obyśmy tylko nie okryli się hańbą w tej chwili próby! Przedtem nie chcieliśmy znosić jarzma niewoli, która nawet nie groziła niebezpieczeństwem, to teraz mielibyśmy dobrowolnie zgodzić się nie tylko na niewolę, ale i srogą zemstę, jeśli dostaniemy się żywi w ręce Rzymian? Wszak byliśmy pierwsi, którzy stanęli do boju z nimi, i jesteśmy ostatnimi, którzy bój ten toczą. wierzę też, że Bóg dał nam łaskę, żebyśmy mogli umrzeć piękną śmiercią i jako ludzie wolni, co nie było dane innym, którzy musieli ulec wbrew swej nadziei.

My wszakże wiemy z całą pewnością, że twierdza padnie, skoro dzień zaświta, ale możemy swobodnie wybrać szlachetną śmierć dla siebie i naszych najbliższych. (…) Niechaj giną żony nasze nie pohańbione, a dzieci nie zakosztowawszy goryczy niewoli. Po nich wyświadczymy sami sobie tę szlachetną przysługę, zachowując wolność jako piękny całun. Ale przedtem jeszcze zniszczymy ogniem cały nasz dobytek i samą twierdzę. Rzymianie wściekać się będą — wyobrażam to sobie — gdy ani nas samych nie dostaną w swoje ręce, ani łupu nie wezmą. Zostawimy samą tylko żywność, aby po naszej śmierci świadczyła, że nie pokonano nas głodem, lecz, jak na początku postanowiliśmy, wybraliśmy śmierć zamiast niewoli. (www.romanum.historicus.pl)

Krótko mówiąc: ustalono, że nie godzi się dać się wziąć żywcem.

Jak uradzili, tak też i zrobili. Ponieważ samobójstwo nie jest przez Boga mile widziane, zgodnie z zasadą mniejszego zła wylosowano najpierw część wojowników, która uśmierciła wszystkich pozostałych, następnie z tej części kolejną grupę, a z ostatniej – jednego tylko żołnierza, który zabiwszy swoich towarzyszy na koniec sam odebrał sobie życie. Kiedy nad ranem Rzymianie wkroczyli do twierdzy, znaleźli tam tylko zwłoki obrońców, którzy woleli zginąć, niż poddać się nieprzyjacielowi.

Dziś

Historycy i archeologowie dziś nadal spierają się co do wiarygodności tej opowieści, według Flawiusza przekazanej mu przez dwie kobiety ocalałe z rzezi na płaskowyżu. Poza tradycyjnym kwestionowaniem szczegółów i liczb, modyfikowanych dla uatrakcyjnienia opowieści, wątpliwości budzi również zbieżność historii obrony Masady z wydarzeniami, w których udział brał sam historyk. On sam był bowiem również powstańcem żydowskim, członkiem oddziału wytraconego w okolicznościach podobnych do opisanych, które to wydarzenie jednak przeżył. A następnie przeszedł na stronę zwycięzców, czego do dziś wielu nie może mu wybaczyć.

Wątpliwości budzi również brak zwłok tysiąca obrońców twierdzy, który bywa tłumaczony różnie. Archeologowie izraelscy znaleźli natomiast podobno w Masadzie losy, których użyto w procedurze wyłaniania wykonawców kolejnej fazy zbiorowego samobójstwa. Odnalezienie tak niewielkich i tak niesamowicie kluczowych dla samostanowienia izraelskiego państwa artefaktów wydaje się być niesamowitym zbiegiem okoliczności, ale cóż, w końcu to jest ziemia, która niejeden cud widziała…

Jako symbol nieprzejednanego oporu przeciw wrogowi Masada jest dziś jednym z fundamentów tworzenia tożsamości narodowej Izraela. To tutaj oddziały komandosów składają przysięgę, wykrzykując „Masada nigdy więcej nie upadnie!”. Tutaj dzieci, młodzież i starsi zdobywają przeświadczenie o zagrożeniach otaczających ich ojczyznę i o konieczności walki za nią do końca.


Tekst i zdjęcia: A&M, za wyjątkiem zdjęcia F-16 nad Masadą (z Internetu, źródła oryginalnego nie udało się nam znaleźć, ale prawdopodobnie są to Izraelskie Siły Powietrzne, udostępnione jako public domain – widzieliśmy je w ich muzeum).

Reklamy