uwagawielbladPo mieście już jeździliśmy, nawet po arabskim. W końcu przyszła więc pora na dalekie dystanse, a konkretnie – na wyprawę po pustyni Negev.

Podróżując autostradą nadmorską przyzwyczailiśmy się do tego, że Izraelu ograniczeń prędkości raczej się przestrzega (w odróżnieniu od wszelkich znaków i przepisów regulujących tor jazdy pojazdu czy też sygnalizowanie skrętów). Miejscowi kierowcy z reguły nie jadą dużo szybciej, niż jest to dozwolone, więc na autostradzie zazwyczaj prawy pas jedzie 110 km/h, a lewy – 120-125 km/h. Raczej nie zdarzają się szczególne zawalidrogi, z zasady nie występują również osoby mające nad peletonem przewagę prędkości rzędu kilkudziesięciu kilometrów na godzinę.

Czy jest to skutkiem istnienia rozbudowanej sieci fotoradarów, czy braku „ułańskiej fantazji” kierowców, czy też faktu, że ze względu na szczególną sytuację społeczno-polityczną adrenaliny dostarczają tu inne wydarzenia – nie wiemy. Wyczytaliśmy, że okazją do większego szarżowania na drogach jest tu szabat, kiedy to na drogach grasuje więcej „niepokornych”, a mniejszy ruch sprzyja rozwijaniu większych prędkości. To ciekawe, bo my zawsze jeździmy w szabat i jego właśnie dotyczą powyższe spostrzeżenia. Coś w tym jednak musi być, bo na okoliczność szabatu policja wystawia tu na postrach na poboczach wraki samochodów skasowanych w wypadkach. Z początku sami daliśmy się nabrać na zainscenizowaną kraksę, ale po drugim, a potem trzecim przypadku zacząłem coś podejrzewać…

Samochody są tu raczej wyposażone w automatyczną skrzynię biegów, a kierowcy mają denerwujący (nas) zwyczaj jazdy na zamrożony pedał gazu – pod górkę więc zwalniają (a raczej samochód im zwalnia), a z górki – przyspieszają. Oczywiście zjeżdżając górskimi serpentynami (tak! jest tu trochę okazji ku temu!) korzystają głównie z hamulców, mimo ostrzeżeń na tablicach, że należy wrzucać niski bieg i hamować silnikiem.

Przestrzeganie prędkości wyraźnie zaczyna zanikać w miarę zagłębiania się w pustynię. W miarę, jak drogi tracą wielopasmowość i stają się węższe oraz bardziej kręte, prędkość marszowa wzrasta nawet do ok. 130 – 140 km/h (w niektórych przypadkach). Nie można przy tym zapominać o dodatkowych atrakcjach w rodzaju przydrożnych wielbłądów czy kilkumetrowych obniżeń terenu, w których porą deszczową płynie woda (inwestycja w mostki byłaby nieopłacalna). Zagłębienia te wyposażone są w wodowskazy, żeby kierowca wiedział, czy ma ryzykować przeprawę w bród czy raczej brać się za wytyczanie kilkudziesięciokilometrowego objazdu.

wodowskaz

I tak z grubsza wygląda jazda po pustyni…

Reklamy