Sobotę spędziliśmy w Galilei. Dzięki temu, że Michał z Bartkiem wzięli na siebie trud prowadzenia samochodu, dla mnie mogła to być głównie podróż duchowa. To jest niesamowite stanąć w miejscach, które nosiło się w sobie całe życie. To trochę jak powrót do dawno nie odwiedzanego, ale doskonale znanego miejsca. Jak inaczej wytłumaczyć tęsknotę za miejscem, którego się nigdy wcześniej nie widziało?

Kilka rzeczy jednak mnie bardzo zaskoczyło. Po pierwsze, pomimo częstego użycia słowa „góra” w Ewangelii jakoś nie wyobrażałam sobie, jakie różnice w wysokościach będziemy musieli pokonywać podczas tej podróży. Odczuły to moje uszy i moje nerwy, bo wyjrzawszy przez okno w połowie drogi na Górę Tabor zupełnie dla siebie niespodziewanie stwierdziłam, że wyżej już nie chcę jechać. Nagrodą za to wspinanie się były niewątpliwie widoki na miasteczka położone na zboczach góry i na całą okolicę.

Zanim jednak dojechaliśmy do Góry Tabor, przejechaliśmy przez jakiś inny łańcuch górski po to by wyjechać na szeroką dolinę – Armageddon, gdzie ma się odbyć wielka bitwa przed końcem świata. Potwierdzamy – będzie gdzie się bić.

Z Góry Tabor pojechaliśmy prawie 800 metrów w dół, nad samo Jezioro Genezaret, które jest położone 209 metrów poniżej poziomu morza. Ja cały czas myślałam o tym, że te trasy za czasów Pana Jezusa pokonywano na piechotę, podczas gdy mnie wykańczało pokonywanie ich samochodem, i to jako pasażer. Nie było bardzo źle, bo zwiedzaliśmy wiele miejsc i chociaż wsiadanie do rozgrzanego samochodu było przykre, to spędzaliśmy w nim nie tak wiele czasu. Za to odwiedzane przez nas ruiny i kościoły oraz sklepy z pamiątkami raczej oferowały cień i chłód.

Jedną z turystycznych atrakcji tych okolic jest posiłek z ryby św. Piotra, którego nie mogliśmy sobie odmówić. Ryba jest podawana z głową z zębami, co wygląda mim zdaniem makabrycznie. Z drugiej strony, ponieważ jest słusznej wielkości, to razem z tradycyjnymi arabsko-izraelskimi dodatkami – pitą, humusem, marynowanymi warzywami wszelakimi i sałatką z pomidorów i ogórków stanowiła solidną porcję kalorii.

Inną ciekawostką jest góra, której szczyt znajduje się na wysokości 60 metrów poniżej poziomu morza. Jest to zresztą Góra Błogosławieństw.

Wynajem samochodu i benzyna – 200 szekli, zapas wody na cały dzień – 40 szekli. Widzieć w głowie krajobrazy słysząc w kościele „Tak przyszli do Kafarnaum” (Mk 9, 33) – BEZCENNE.