Siedząc sobie wczoraj wieczorem w pokoju przy komputerze nie spodziewałem się, że za chwilę na głowę zwali mi się poważny kłopot… Dosłownie – pod postacią ciężkiej zasłony o wymiarach 2 na 4 metry, wraz z systemem mocującym.

Nasz nadmorski pałac był bowiem niedawno remontowany, ze znajomością rzeczy sugerującą szkolenia u znanych i cenionych w świecie polskich specjalistów – prawdopodobnie przez słynnego hydraulika. Że półka w łazience wyłazi ze ściany pod własnym ciężarem – wiedziałem i w związku z tym staram się jej nie przeciążać. Ale żeby zasłona… Poczułem się przygnieciony.

Poza zasłoną, przygniotła mnie również perspektywa nocowania w pełnym świetle trzech ulicznych latarń, na oczach widowni w postaci wszystkich mieszkańców bloku posadowionego z drugiej strony ulicy (zamiast okna mam szerokie drzwi balkonowe na całą szerokość ściany). Kołek oczywiście nie chciał wleźć z powrotem – bo wyleciał z pokaźnymi kawałkami betonu – a co dopiero utrzymać na stalowej lince ciężaru całego tego kramu… Wizja lokalna wykazała jednak, że instalując ten system miejscowy pan robotnik wpadł na wspaniały pomysł dokręcenia kołka na ukos dodatkową śrubą. Uzbrojony w tąż śrubę, nóż kuchenny oraz nieocenione wsparcie Bartka, byłem w stanie sposobem zainstalować to nieszczęsne mocowanie sposobem gospodarczym, a następnie delikatnie podpiąć linkę z zasłoną. Jeśli teraz nikt nie chuchnie ani nie muśnie, to być może będzie dobrze…

sruba

Z innych wieści, przyszła do nas Pani Wynajmująca i wpuściła nas na dach. Ładnie.