Dokonaliśmy dziś pierwszego, eksperymentalnego zanurzenia. Eksperyment można uznać za udany.

O godzinie 18 słońce zaczyna już zachodzić (a dzieje się to bardzo szybko, jak to na południu), ale woda jest jeszcze ciepła – do tego stopnia, że da się wchodzić bez regularnie praktykowanego na większych szerokościach geograficznych przystawania co chwilę, żeby przywyknąć.

Wchodzimy w stronę zachodzącego słońca. Fale są naprawdę spore – mimo falochronów, mają ze dwa metry amplitudy, co wystarcza kilku surferom podejmujących próby ich ujeżdżania. Nad głowami przelatuje para śmigłowców bojowych, na szczęście zachowujących się spokojnie. Patrolują chyba. Zaatakowała natomiast meduza, która na szczęście (?) okazała się być tylko ostrym kawałkiem giętkiego plastiku.

W morzu pływa trochę śmieci, ale jak na możliwości 300-tysięcznego miasta mogło być gorzej. Słono. Fajnie.

Na razie tyle. Wracamy do naszej willi za kurami.

Reklamy